Derek Michalski

Ezra, ty stary rowerze

Lecz niech ci nigdy nie przyjdzie do głowy, Że będę cię podziwiał. Vercingetorix, Pieśń czwarta, Canto szóste

Jakże łatwo jest zamieszać w Wenecji (nawet poeci potrafią wybić się na beznadziejność) Jednak gdy przyjdzie sterować gondolą Okazuje się że łatwiej jest utrzymać kochankę niż wiosło Poeci najlepiej czują się gdy doskwiera głód I bezdomni snują się po mieście Jak wyleniałe dziwki Na które nikt już nie zwraca uwagi A w takim na przykład Londynie W czytelni British Museum Można się ogrzać zupełnie za darmo A przy okazji poczytać klasyków Przytupując pod stołem Do rytmu wygrywanego przez puste bebechy Jeśli jednak chcesz wywrzeć wrażenie Pamiętaj by nosić spodnie Z zielonego sukna I nie zapomnij że sombrero Może okazać się twoim najlepszym przyjacielem I jeśli po takiej maskaradzie Wciąż jeszcze będziesz chciał być poetą Jeździć metrem na gapę Jeść aż raz w tygodniu Bądź łaskaw pamiętać To nie sombrero czy zielone galoty Nie kłujące w oczy palto ani ręcznie malowany krawat Lecz nafaszerowane żarem Niefizyczną natrętną namiętnością Nawet jeśli tylko do przyćmionej skrzypaczki Duch i ciało są bramą do wielkości