Derek Michalski

dobro od zła jasność od ciemności

ktoś pragnął zapłakać ktoś odszedł nim pozwolono mu rozbłysnąć ktoś wreszcie zrozumiał gdzie jest jego miejsce w lasach tych oczu w pomarańczowych źrenicach stanął cierń nieświatła i karmił się jadem nowej aureoli zagłodzeni uparci niewdzięczni jesteśmy tu by dać świadectwo prawdzie pożądania spójrz jak wspaniale wybijamy się na samotność ktoś zamilkł jak kwiat nie umiejący powstrzymać własnego rozkwitu . jak tu czasem czernią śmierdzi . katedry naszych oczu zapadają się w sobie odrzwia porosłe odwiecznym błaganiem karmią się poszumem wiezionych na śmierć coś czai się w zatrutych koleinach światła nasza własna przeszłość nie chce nas znać i odmawia źródła ptaki nam grzęzną w oczodołach dłoni w strzelistych kominach końca głuche nieomal spiżowe kobiety naszych oczu zapadają się w sobie niech ich zgarbione dusze będą dla ciebie ostrzeżeniem ze śniętej tafli jeziora podnosi się bezdzwonna modlitwa milionów nagły krzyk kolibra przed świtem

Londyn, 18 sierpnia 2025