Derek Michalski

I co teraz

Na naszej drodze różance porzuconych róż Na naszej drodze wzgardzone jeziora Na naszej drodze dawno opuszczone mateczniki Nasza droga niewdzięczna ściana żywopłotu Nasza droga grzechy tańsze od okruchów chleba Nasza droga litanie spóźnionych przeprosin Zgłębiam echa gwiazd i nie bez nadziei Pochylam się nad nieskazitelną tajemnicą starości bez końca Śpiewam pieśń niedocenionych naiwną pieśń krokodyla Oto mroczna maszyneria znów terkocze na wschodzie I konstelacje gwiazd stają w karnych rzędach Odwieczny głos na nowo odlicza ich kolejność Gdybyśmy chociaż byli dziećmi Tych co nie okazali strachu nie pochłonęli nadziei Wolno przebudzając się z uświęconego snu Okiełznali pożądanie i sztukę łatwej dłoni Gdybyśmy chociaż wiedzieli kiedy będą nas mordować Nauczmy nasze dzieci sztuki bycia gdzie indziej Niech pamiętają nas jakimi naprawdę byliśmy Dziesięć bezdomnych psów w moim ogrodzie Dziesięć bezdomnych psów unosi łby do nieba Dziesięć bezsilnych psów spowiada się swoim bogom